Widok z ogrodu egzotycznego w Èze

Miasto na wzgórzach – Èze

Bardzo doceniam sytuacje, kiedy to osoba lokalna oprowadza mnie po danym mieście czy regionie. Tak było i tym razem. Moja kuzynka mieszka od kilku lat w rejonie Lazurowego Wybrzeża i dlatego też śmiało może polecić warte uwagi miejsca. Wcale nie jest to ani Monako ani St. Tropez, o których przeczytacie w zapewne w każdym przewodniku. Ze względu na to, że był to mój trzeci wyjazd w ten rejon, kuzynka postanowiła zaproponować zupełnie nowe dla mnie miejsce. Było nim starożytne miasto Èze zlokalizowane na wzgórzu. Dojechałyśmy do miasta pociągiem za około 4€ w jedną stronę. Na miejscu byłyśmy około godziny 15:00.

Wybrzeże leżące pod miastem Èze

Zanim kuzynka pokazała nam drogę wiodącą do miasteczka, zeszłyśmy w drugą stronę w kierunku plaży. To właśnie gdzieś tutaj ma dom, lider i wokalista rockowej grupy U2 – Bono.

Średniowieczne miasteczko Èze

Po kilku minutach udałyśmy się w stronę wzgórza. Początkowo droga była bardzo prosta, była nawet asfaltowa droga.

Później droga robiła się już coraz bardziej kamienista i stroma.

Po około 50 minutach doszłyśmy do pierwszego punktu widokowego.

I tak o to po około godzinie doszłyśmy do bramy hotelu znajdującego się na wzgórze miasta Èze. Był to 5 gwiazkowy hotel o nazwie  Château de la Chèvre d’Or czyli Zamek Złotej Kozy.

Stare miasto Èze

Weszłyśmy wgłąb starego miasteczka zbudowanego ponad  na wysokości przekraczająćej 400 m. n.p.m. Uliczki starego miasta wyglądały przepięknie, baśniowo i magicznie.

Ogród egzotyczny w Èze

Ale najpiękniejsze miejsce było jeszcze przed nami. Kuzynka wspomniała mi wcześniej o wspaniałym ogrodzie znajdującym się na wzgórzu. Mówiła, że widok jest niesamowity. Podeszłyśmy do kasy biletowej. Kuzynka zauważyła, że cena jest niższa o 2€ (zamiast 6€ w sezonie, bilet kosztował 4€). Myślimy sobie, ‘O super, my to mamy szczęście’. Niestety trwało to do czasu, kiedy zorientowałyśmy się, że ogród otwarty jest tylko do godziny 16:30. Była niestety już 16:25. No ale cóż mogłam zrobić? Wykorzystam choćby i 5 minut! Jako jedyna pobiegłam i w amoku zaczęłam robić zdjęcia. Też byście oszaleli. Zresztą zobaczcie sami!

Panorama widoku z ogrodu egzotycznego w Èze

Dawno nie widziałam równie pięknego widoku! Czułam się jak na końcu świata. Miałyśmy dużo szczęścia, bo o tej porze nie ma jeszcze dużej liczby turystów. Jak sama nazwa wskazuje, był to ogród egzotyczny, gdzie znajdowało się wiele tropikalnych roślin takie jak kaktusy czy aloes. Powiem szczerze, nie miałam kompletnie czasu na przyjrzeniu im się bliżej. Widok totalnie mnie zaabsorbował.  W parku przez chwile byłam sama. Atmosfera była magiczna. Zatrzymałam się w jednym punkcie i podziwiałam widok. Wtedy pomyśłałam sobie, jakie mam szczęście w życiu.

Osoby, które mnie znają wiedzą, że moją największą pasją jest skrywanie nowych miejsc i dzielenie się nimi wśród bliskich. I to właśnie to miejsce-piękne, bajkowe i magiczne!

Oh, ale cóż… Czasu było tak mało. Po kilku minutach dołączyłam do dziewczyn. Już powoli zapadał zmrok. Robiło się coraz chłodniej. Powoli zaczęłyśmy rozglądać się za kawiarnią, gdzie mogłybyśmy się napić czegoś i rozgrzać się przed powrotem. W przeciwieństwie do Parku Narodowego Calanque tutaj wiatr nie był tak dokuczliwy. Mimo wszystko troszkę wymarzłyśmy.

Po kilku chwilach zauważyłyśmy kilka straganów przepełnionych ciastem, winem i innych napojów. Jeden napis w szczególności rzucił się nam w oczy, cena 1€. No i cóż, po chwili każda z nas miała już w ręku musujące wino prosecco i kawałek ciasta. Wszystko było pyszne. Wiem, byłyśmy troche nieobiektywne, bo już troszkę głodne. Jednak czułyśmy, że złapałyśmy super okazję.  Jak się okazało poźniej, były to prawdopodobnie rzeczy przygotowane przez chór, który zbierał pieniądze na swoje dodatkowe środki.

Nabrałyśmy sił i mogłyśmy schodzić pomału w dół. Wiem, że istnieje również inny sposób by dotrzeć do miasta po przez miejski autobus odjeżdżający z Nicei, jak również taksówką czy rowerem. Jednak polecam Wam wszystkim na około godzinny spacer, dzięki któremu można podziwiać dodatkowo piękne widoki. Szlak jest dobrze oznaczony, więc nie powinniście mieć problemu z jego odnalezieniem po wyjściu z dworca.

Wróciłyśmy do domu dopiero koło 20. Zjadłyśmy pyszną kolację z produktami francuskimi, takimi jak ser pleśniowy, masło, bagietka i oczywiście wino! Byłam bardzo zadowolona z tej wycieczki i ogromnie wdzięczna kuzynce za jego pokazanie!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.